Portal poświęcony młodym zespołom muzycznym » forum muzyczne, gitara, gitara basowa, perkusja, klawisze
Login:
Pass:
Slammer XP + Merlin Hellfire + Peavey Bandit + Digitech GNX3

 
Napisz nowy temat   {L_POST_REPLY_TOPIC}    Forum » Gitara » Recenzje
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Winterstorm
~user



Dołączył: 16 Lis 2008
Wpisów: 267
Miasto: Bielsko-Biała
WpisWysłany: Czw Gru 04, 2008 11:04    Temat wpisu: Slammer XP + Merlin Hellfire + Peavey Bandit + Digitech GNX3  Zacytuj zaznaczone      

Sprzęt jaki aktualnie posiadam to:
- Slammer Explorer
- Merlin Hellfire pod mostkiem
- Peavey Bandit 112
- Digitech GNX 3

A jako, że nie mam nic ciekawego do roboty w ten piękny grudniowy wieczór, postanowiłem machnąć recenzyjkę tegoż zestawu.


Slammer Explorer.

Gitara na licencji firmy Hamer (coś w stylu Gibson - Epiphone) mająca za zadanie imitować sławnego Gibsona Explorera. Generalnie wychodzi to całkiem przyzwoicie, gitarka prezentuje się ładnie. Od swojego "wzorca" odróżnia ją przede wszystkim grubość (zdecydowanie grubsza) i co za tym idzie prawdopodobnie ciężar, pewien nie jestem, gdyż Gibsona w rękach nie miałem. Poza tym górny róg korpusu jest nieco bardziej zaokrąglony, a podstrunnica nieco ciemniejsza. Jeśli idzie o wygodę, to największym minusem jest ciężar gitary. Gruby, masywny korpus powoduje, że granie na niej na stojąco na dłuższą metę jest dość męczące, zwłaszcza, gdy się jest mizernej postury. Gryf jest wg mnie bardzo wygodny, zwłaszcza jak na tę półkę cenową. Dobrze wykonany, niezbyt gruby, ale też nie ultra cienki, pewnie siedzi w dłoni. Problemy zaczynają się około 17 progu, gdzie grubość gryfu znacznie wzrasta i powstaje coś jakby "pięta" (chyba nawet tak się na to powszechnie mówi) co w połączeniu z grubością korpusu powoduje nieco utrudniony dostęp do najwyższych progów. Przystawki niczym szczególnym się nie wyróżniają, ot po prostu przenoszą sygnał. Nie są jakieś strasznie złe, ale rewelacji nie ma co się spodziewać, chociaż po porównaniu z niektórymi gitarami w tej kategorii wypadły lepiej. Gitarka posiada dwa pokrętła tone i jeden volume oraz przełącznik przetworników (standardowo: pickup pod mostem, oba pickupy, pickup pod gryfem). Klucze przyzwoicie trzymają strojenie, nie mam z nimi większych problemów do dziś, a gitarka liczy sobie już jakieś trzy latka. Jeden z progów nieco się starł i zaczęły pojawiać się problemy przy podciąganiu, ale myślę, że wizyta lutnika rozwiąże problem. Minusem całej gitary jest jeszcze wejście na kabel. Nie jest idealnie wmontowane i dobrze wykonane, od jakiegoś czasu mam już z nim problemy, momentami trzaska i rozłącza się. Trzeba uważać też na straplocki, gdyż pasek może z nimi czasem wyskoczyć, ale nie jest to nagminne zjawisko.

Myślę, że za cenę około 900 złotych gitara jest bardzo przyzwoita i może posłużyć parę lat, zwłaszcza, jeśli się ją odpowiednio pielęgnuje. Porównywałem ją z Marathonami i Epiphonami z tego przedziału cenowego i podobała mi się o niebo bardziej, zarówno brzmieniowo, jak i wizualnie.


Merlin Hellfire.

Przetwornik polskiej firmy Merlin. Najmocniejsza pozycja w ofercie. Rezystancja 19 KOhm, świetne wykonanie, bardzo dobre zabezpieczenie przed sprzęganiem i różnorakimi niepotrzebnymi "brudami" powodują, że przystawka idealnie nadaje się do wszelkich odmian metalu, zwłaszcza tych cięższych. Otrzymujemy ciężkie, mięsiste brzmienie, bez niepotrzebnej siarki. Bez zbędnego gadania: za cenę 250 złotych (a chyba nawet potaniał jakiś czas temu) otrzymujemy świetnej jakości przetwornik, który śmiało może konkurować z wieloma "światowymi" produktami. No i pięknie wygląda, uwielbiam czarne, matowe przetworniki w puszce.


Peavey Bandit 112.

Czwarta już seria "bandziora" w ofercie firmy Peavey. Miałem też okazję protestować swego czasu wersję wcześniejszą i uważam, że ta jest bardziej udana. Przede wszystkim zmienił się wygląd. Nowe logo Peaveya, bardziej stonowane kolory (czerń, szarości i srebro) powodują, że wzmacniacz prezentuje się bardzo ładnie. Bez żadnych fikuśnych lampeczek jak to ma miejsce np. w ofercie Line 6. Wzmak jest też większy niż np. Line 6 Spider na głośniku o tym samym rozmiarze (12). Z tyłu obudowy znajduje się wejście zasilające którego kabel jest dokładnie taki sam jak od komputera, więc w razie zapomnienia o kablu nie ma problemu z użyciem tego Pecetowego. Dodatkowo dostajemy też kabel z taką wtyczką, jaką stosuje się w Anglii gdybyśmy kiedyś "grali na wyspach" jak to określił sprzedawca. Następnie mamy wyjście z symulacją brzmienia głośnikowego , które z zasłyszanych opinii sprawuje się bardzo przyzwoicie, niestety, nie mogę tego potwierdzić, gdyż nie testowałem osobiście. Kolejną pozycją jest przełącznik do redukcji mocy (100%, 50%, 25%) - przydaje się, gdy chcemy sobie pograć np. w domu, a rodzina ma obiekcje . Następnie jest wyjście na dodatkową kolumnę o minimalnej impedancji 8 omów. Później mamy przełącznik o nazwie "damping" który, przyznam się, nie mam pojęcia do czego służy, a instrukcja podaje dość mętne i krótkie info. No i po samej prawej mamy pętlę efektów oraz wejście na footswitch (którego od jakiegoś czasu już nie dodaje się do wzmacniacza, można go nabyć za ok. 150 złotych co jest trochę idiotyczną polityką ze strony firmy).
Przedni panel jest podzielony na cztery sekcje. Pierwsza to dwa wejścia input: high gain do którego podpinamy się w normalnych warunkach oraz low gain, którego można użyć w przypadku bardzo mocnych przystawek chcąc im nieco przytrzeć nosa . Później jest kanał clean: pokrętło volume, przełącznik trzech wersji brzmieniowych kanału (vintage, classic, warm) oraz pokrętła low, mid, high. Następnie jest przełącznik kanałów (clean\lead), a później już mamy sekcję kanału przesterowanego: pre gain (czyli nic innego jak "ilość" przesteru), ponownież przełącznik trzech charakterów brzmieniowych (vintage, modern, hi-gain) oraz pokrętła low, mid, high i post gain (po prostu głośność). Na końcu są jeszcze dwa pokrętła: reverb (chyba nie trzeba tłumaczyć) oraz boost służacy do "podbijania" dźwięku, głównie przy solówkach. Po wstępnych oględzinach pojawia się pierwszy minus - brak wyjścia słuchawkowego, co trochę śmieszy, gdyż niższy model (Envoy) posiada takowe wyjście.

Teraz czas na brzmienie. Wydawać by się mogło, że piecyk jest przeznaczony głównie dla fanów ciężkich brzmień, ale kanał czysty prezentuje się zaskakująco dobrze. Trzy różne wersje brzmień dają spore pole do popisu. Mamy bardzo śpiewny, lekki dźwięk vintage, czysty, klasyczny classic oraz zdecydowanie ciemniejszy i bardziej nasycony warm, który jest wg mnie najciekawszy z wszystkich trzech. Przejdźmy jednak do najmocniejszej strony wzmacniacza, czyli brzmień przesterowanych. Tutaj zdecydowanie rozwijają się jego skrzydła. Bandit posiada swoje dość charakterystyczne brzmienie, trochę amerykańskie, takie jakby to powiedzieć "twarde". Różni się od klasycznego marshallowskiego brzmienia. Kanał vintage oferuje nam brzmienie dokładnie takie jak na to wskazuje nazwa - wintydżowe Mocne, ale bez przesady, świetne do hard rocka, lekkiego metalu. Modern to już klasyczne, metalowe brzmienie. Dużo mięsa, mocny przester powoduje, że świetnie mi się na nim gra np. Metallikę, ale jeśli odpowiednio pokręcić, to można też uzyskać coś na kształt brzmień brytyjskich (Iron Maiden itp.). Kanał hi-gain wydaje mi się lekką pomyłką. Kompletnie nie mogę sobie dać z nim rady, dużo huku, niepotrzebnego przesterowania. Nie wiem, może po prostu nie moje brzmienie. Całemu wzmacniaczowi brakuje jedynie nieco dynamiki lampowych konstrukcji, ale w końcu to tylko tranzystor.

Jako szybkie podsumowanko napiszę, że jest to zdecydowanie udany wzmacniacz. Świetny stosunek cena/jakość, bardzo dobre wykonanie, 80 watt które bez problemu przebija się przez perkusję. Mniam.


Digitech GNX 3.

Tutaj tylko parę słów, gdyż nie ma co się rozpisywać, zwłaszcza, że już i tak za dużo tego wszystkiego napisałem . Dość rozbudowany multiefekt, daje dużo możliwości. Kto ciekaw, specyfikę znajdzie na stronie producenta czy gdziekolwiek indziej. Tzw. symulacje to dla mnie pomyłka, z resztą nie tylko w tym multi, ale w ogóle. Efekt na cięższych przesterach może trochę siarzyć i jest problem z idealnym ustawieniem. Za to na crunchach i lekkich przesterach jest już zdecydowanie lepiej, można bardzo ciekawe i różnorodne brzmienia uzyskać. Efekty modulacyjne są chyba najmocniejszą stroną tego urządzonka. Bardzo fajne chorusy, delaye, duża różnorodność, dużo zabawy i odkrywania różnorakich brzmień tych efektów. Wah czy whammy spisują się już nieco gorzej, ale jakoś tam ujdą. Poza tym wzmacniacz oferuje możliwości nagrywania, przetwarzania, dogrywania i masę innych cudów - cała miniaturowa stacja robocza.

Myślę, że nówki nie opłaca się kupować, ale używkę za przyzwoitą cenę jak najbardziej. Efekt posłuży za dobre wprowadzenie w świat różnorakich brzmień, efektów modulacyjnych. Generalnie jednak jest rzeczą bardziej do zabawy niż prawdziwej gry,


I to by było na tyle, trochę się rozpisałem, jak ktoś dotarł aż tutaj, to gratuluję. Mam nadzieję, że przyda się komuś to co napisałem. Jeśli ktoś ma jakieś pytania jeszcze, to walić śmiało, postaram się odpowiedzieć. Pozdrawiam Smile
Ogląda profil użytkownika   
quba
@Naczelny



Dołączył: 26 Mar 2006
Wpisów: 468
Miasto: Olesno
Kapela: newbandz
WpisWysłany: Nie Gru 07, 2008 7:16    Temat wpisu:  Zacytuj zaznaczone      

Dzieki za recenzję. Podklejam Smile
Ogląda profil użytkownika   Odwiedź stronę autora
Wyświetl wpisy z ostatnich:   
Napisz nowy temat   {L_POST_REPLY_TOPIC}    Forum » Gitara » Recenzje Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich wpisów
Nie możesz usuwać swoich wpisów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dołączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać plików na tym forum